Wybrany przez psa!

Wiecie, co jest najlepszym uczuciem w czasie sesji? 😍

Dla mnie to zawsze, kiedy pies traktuje mnie jak swojego i mam jego pełne zaufanie. ☺️

Na sesjach w studio zazwyczaj siedzę lub leżę pod ścianą, oparty o kaloryfer (ała! 🙈). Wiecie – perspektywa w psich portretach jest bardzo ważna. Pozycja ta zazwyczaj do wygodnych nie należy (przypomnę kaloryfer 🙉), a do tego jestem łatwym „celem” dla moich psich modeli. Mogą bardzo łatwo do mnie podejść, całego obniuchać, oblizać i wszechświat raczy wiedzieć, co jeszcze. 😅

Notorycznie zdarza się, że jestem lizany po twarzy, tratowany małymi łapkami lub podgryzany w ucho.

Zawsze czerpię z takich interakcji radość, bo wiem, że jeśli pies oswoi się ze mną, to będzie dużo łatwiej. Zdobywanie zaufania czasami trwa dłużej, innym razem krócej, ale zawsze cieszy. Ale najbardziej utkwiła mi w pamięci sytuacja z młodą borderką, która przyszła do mnie, wgramoliła mi się na kolana i po prostu mogliśmy się do siebie poprzytulać. 🥺

Nie musiałem prosić o atencję, nie musiałem jej zachęcać do głasków. Po prostu wybrała mnie do tulenia! 🤩

Czujecie to? PIes mnie wybrał! Polubił! Zaakceptował! Coś pięknego! ❤️

Takie sytuacje zawsze kradną moje serce i każdorazowo cieszę się, że jestem godzien zaufania moich psich modeli. Niby jestem w pracy, a ładuję akumulatory! Uwielbiam pracować z psami!

———-

To była kolejna część opowieści z cyklu Perypetie Psiego Fotografa. Poprzednie części cyklu znajdziesz w dziale blog.

Przewijanie do góry