z cyklu Perypetie Psiego Fotografa – część 6
Pieski żyją za krótko. Po swoim odejściu zostają na długo w naszym sercu i myślach. Wracamy wtedy do wspomnień, wesołych historyjek, jak ta poniżej lub po prostu do zdjęć. Zdjęć, które fajnie mieć wywołane i wrzucone do albumu albo oprawione w ramkę i powieszone na ścianie. Głównie, żeby cieszyły oko, a troszkę, żeby były na pamiątkę.

Jakiś czas temu, całkiem niedawno, za tęczowy most odszedł jeden z moich psich modeli. Cudowny wielki pies i wspaniały psi model – Boston.
Zapamiętam go jednak nie tylko przez to jak pięknie pozował do zdjęć i jakim był słodziakiem, a przez jedną zabawną (choć dla mnie lekko żenującą) sytuację, która miała miejsce na naszej sesji w studio.
Przed sesją psy muszą poznać studio, co oznacza tuptanie po całym pokoju i wsadzanie nochala we wszystkie zakamarki. W zakamarki, do których i ja rzadko zaglądałem, a co za tym idzie, zbierało się tam troszkę kurzu…
Takie zapomniane miejsca kumulują nie tylko kurz, ale także sierść psów z poprzednich sesji i milion zapachów. Jest to raj dla każdego psa! Te wszystkie cudowne zapachy!
No i Boston zaczął węszyć. Wsadził nos za jakiś kartonik czy skrzyneczkę koło biurka i niuchał. Niuchał tak zawzięcie, że było to słychać w całym studio! Nagle, w którymś momencie nosek go zaswędział i…
To był swoisty test białej rękawiczki, ale poczyniony za pomocą nosa!
Perfekcyjny Pan Domu prychnął, a spod biurka wyleciała… chmura kurzu, psich kłaków i innych „kotów”. W pierwszej chwili skwitowałem to śmiechem, że przesadził z niuchałem, ale potem przyszła myśl, że chyba wypadałoby tam posprzątać (co zrobiłem zaraz po sesji).



Teraz już jestem mądrzejszy. I staram się odkurzaczem sięgać w każde możliwe zakamarki. Troszkę było wstyd, bo pies zdemaskował moje nieumiejętne sprzątanie, ale zostało fajne wspomnienie, które zostanie na długo w mojej pamięci.
Do zobaczenia Boston! Byłeś wspaniały!
